Prognoza deszczu

Wypatruję deszczu. Słońce przetacza się wysoko, po niebieskim, od świtu nie niepokojone. Na ekranie smartfona – aplikacja „radar pogody” – obiecuje – to już dziś. Wieczorem. Deszcz wieczorny. Może jeszcze po południu? 

Podchodzę do okna – jasne niebo nad drzewami ogrodu, których korony oglądam z pierwszego piętra. Tam, na zachodzie, ciągle bezchmurne. Stamtąd nadejdzie…

Alert: „Dziś i jutro prognozowane burze, silny wiatr i intensywne opady deszczu. Możliwe przerwy w dostawie prądu. Unikaj otwartych przestrzeni.”

Wychodzę na otwartą przestrzeń za domem, rozciąga się aż do szpaleru drzew. Za nimi zobaczę widok pól, falujących do horyzontu. Wypatruję dalej. Jasny, przejrzysty błękit, niezakłócony ni jednym obłokiem.

Nadejdzie niepostrzeżenie. Szelest wyrośnie spomiędzy odgłosów ulicy, miasteczka. Przedrze się przez szum liści na wietrze. Wietrze zwiastującym nadejście kropel. Pojedynczych, kilkudziesięciu, kilkuset… Milionów i miliardów. 

Jest! Mały cumulus, wielkości dłoni, nad horyzontem! Wyciągam telefon: „Na sznurkach w ogrodzie widziałem pranie, pozbierajcie, dobrze…? Za pół godziny będzie ulewa.”

Zostaję. Zaczekam. Poczuję – sobą – miliony. 

[inspirowane historią z 1 Księgi Królewskiej, rozdział 18]